• Wpisów:3121
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 20:36
  • Licznik odwiedzin:106 721 / 3644 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
A jutro zwiozę na chatę ul.
Wszytko już ugrane. Co także cieszy - wychodzi na to, że dostanę go praktycznie za bezcen, a tego się nie spodziewałem.
Mały, stary, do tego kilka ramek.

Postawię go sobie w ogrodzie i tak sobie będzie stał i czekał. Heh.

No i jestem już umówiony na wizytę w pasiece.
Bardzo, bardzo fajnie.
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: nie no wkręcony to ja jestem na maksa - ale do tej pory zabierałem się za to jak pies do jeża. no i są też inne ograniczenia - niezależne ode mnie. zobaczymy co będzie heh
  • awatar Lalka Zombie: Próbuj, próbuj, może się w to wkręcisz, nie ma nic cenniejszego od czystego miodu. Moj brat szaleje za propolisem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Urlopy związane z Babią załatwione - łącznie pięć dni w dwóch porcjach.
Fajnie, że się udało. W sumie nie było podstaw ku temu by mogło się nie udać ale mimo wszystko póki nie mam takich rzeczy na piśmie zawsze jakaś krztyna wątpliwości pozostaje.

Co więcej okazuje się, że na Chojnika będę mógł jechać nie biorąc żadnego urlopu, co bardzo mi na rękę - zwłaszcza w perspektywie dalszych biegowych planów (idzie zwłaszcza o ten francuski).
Swoją drogą ten Chojnik to będzie fajna zabawa - jadę właściwie tylko kibicować kumplowi, którego najpewniej mocno zaboli ten bieg (śmiga coś ok 80km).
 

 
Treningi idą.
Śpię już teraz całkiem sporo.
Waga poszła w dół i jak na razie trzyma się ok 62-63kg. Podejrzewam, że już mocno nie spadnie, choć byłoby spoko gdyby jeszcze odrobinę zleciała (do ok 60-61). Tak czy owak źle nie jest.
Część sprzętu pożyczę - coś tam postaram się dokupić. Ważne, żeby było jak najlżej.

Boję się jak diabli - ale cóż zrobić sam tego chciałem.
Teraz na bank się nie cofnę.

W ostateczności przegrana to nic złego. Znacznie gorzej czułbym się gdybym odpuścił.

---
Został miesiąc.
  • awatar old devil: @Szkotka: nie nie nie. niedowaga to by mnie teraz chyba bardziej przestraszyła niż nadwaga.
  • awatar Szkotka: @old devil: Myślałam, że masz 1,8 i poważną niedowagę ;) Uspokoiłeś mnie ;) P.S. Mój kolega ma 1,64.. więc chyba jednak nie jest u Ciebie źle :)
  • awatar old devil: @Szkotka: tzw. kurduperl - 1,72
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A poza tym dziś znów na ryby.
Znów nic nie złowię ale co tam.
 

 
W tygodniu przytargam do chaty ul.
Stary i w dodatku pusty. Bez pszczół.

Ciotka z pewnością nie będzie zadowolona. No ale w końcu będzie pusty.

Knyf polega na tym, że z racji, że najpewniej już za chwilę zacznie się czas rojenia pszczół liczę na to, że jakaś rodzinka sama się wprowadzi heh.
W dodatku co nie co poczytałem o tym jak można im pomóc się wprowadzić.

Taki eksperyment chcę sobie przeprowadzić. A dlaczego eksperyment?

Bo nadal podtrzymuję swoje zdanie na ten temat.
Nawet gdyby jakaś rodzina się przybłąkała i tak jesienią oddałbym ją pod opiekę komuś doświadczonemu - pod moją opieką byłyby najpewniej skazane na zagładę. Po prostu na chwilę obecną zbyt mało wiem by poradzić sobie z przezimowaniem pszczół.
 

 
A poza tym dzieje się nie wiele - coraz bardziej skupiam się na biegu.

Załatwiam sprzęt.
Żrę jak należy, z małymi odstępstwami ale jednak.
No i śpię więcej niż zwykle, choć myślę, że ze dwa tygodnie przed biegiem pośpię jeszcze więcej.

Oczywiście pojęcia nie mam czy jestem już w stanie zrobić to co chcę ale coś robić trzeba. Nie ma co biernie czekać.
 

 
Z ciekawostek zoologicznych - dziś pierwszy raz byłem poddany kontroli na obecność alko we krwi.

Taka "czepanka" z rana.

Kompletnie na luzie, bo z moją częstotliwością picia (już pominę fakt, że nie piję nic procentowo powyżej wina) nie było szans, żeby coś tam było.
  • awatar Lalka Zombie: Przechodziłam kontrole chyba ze 3x w życiu i każdą na luzie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czas na weekend.
Nie, nie, w moim wypadku nie będzie to długi weekend.

Ale i to dobre.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś wieczór logistyki.
Jakoś tak wyszło, że czasu mam dziś dla siebie więcej mimo, że z pracy wróciłem później niż zwykle.

W związku z tym zabrałem się za kwestie organizacyjne w sprawie Babiej.

Poza tym najpewniej w końcu znalazłem bieg na jesień - dla odmiany we Francji - wydaje się być bardzo ciekawy.

---
No a wczoraj Fizjo rozbijała mi napięte łydki łokciami, bo inaczej nie była w stanie.
Jeny jak to bolało.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Że niby nie położyłem się o 22 jak to zaplanowałem?
Nie jestem z tego dumny... ale jutro nie wstaję o 5.20 jak zwykle a po 9. Bilans zostanie zachowany.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
M. kilka dni temu zwrócił mi uwagę, że powinienem uważać - żebym nie przegiął.
I co?
No i oczywiście przegiąłem heh.
Dramatu nie ma, znów te łydki nieszczęsne - a ostatnimi czasy to już wybitnie dałem im popalić. Mam za karę heh.
Fizjo już zdążyła mnie opieprzyć - na poniedziałek jesteśmy już umówieni na "rankę".

A najlepsze jest to, że jednocześnie odwołany został najbliższy czwartkowy trening, który zaliczałem dodatkowo oraz przestała działać witryna na której otrzymuję plan treningowy...

Opatrzność jakaś hehe.
Piekielna opatrzność.

Tak więc do końca tygodnia będzie spokojniej.

---
Tymczasem lecę spać.
Szau - znów ok 22.
 

 
Zostały 53 dni.

Zaczynam kombinować ile wlezie.

A żeby już wszystkiego stało się zadość obiecałem sobie, że do tego czasu będę się nawet kładł wcześniej.

A więc... dobranoc.
 

 
Wstałem dziś chyba tylko po to by znów się położyć.

Pół dnia przespałem a nadal kiepsko się widzę.
Trening, jak to zwykle z tymi sobotnimi bywa, okropnie ciężki, a w połączeniu z dzisiejszym samopoczuciem? Prawie ducha wyzionąłem. Normalnie może (ta jasne) bym odpuścił - ale nie teraz. Nie półtora miesiąca przed biegiem na którego ostrzę kły już od tak dawana.
Szczęśliwie po treningu znalazłem w sobie jeszcze na tyle dużo sił by przekopać ten ciociny ogród do końca.

Z obowiązków zostałaby już tylko wymiana tej nieszczęsnej dętki. Niby prosta rzecz ale zawsze mam problemy, bo to rower ze specyficznym układem przerzutek. Że też zawsze musi się przebić dętka w tylnym kole.
 

 
Swoją drogą, na mieście nie dawno się nie bawiłem. I już chyba nawet wiem dlaczego.
Źle się czułem w tym wieczorno-nocnym tłumie.

A może to także była po prostu kwestia zmęczenia?
Sam już nie wiem.
 

 
A i jeszcze dzień wczorajszy.

Zapieprz od rana do wieczora - dosłownie.
Pobudka do pracy standardowo na 5.30.
Ok. 14.30 szybki powrót na chatę tylko po to żeby zrobić trening.
A już ok 18-stej znów powrót - celem odhaczenia dwóch imprez: integracyjnej firmowej w kręgielni a później koncertu punk/reggae ze znajomymi.
Masa latania po całym mieście zakończona łażeniem po mieście bez celu.

Do domu wróciłem ok 1.30. - kompletnie padnięty.
I już nawet jakoś specjalnie alkohol na mnie nie działał. Po prostu ile można? Tak ciągle na nogach.

---
Same imprezy nie były nawet złe, zabawnie było - jak zawsze.
Ale poziom zmęczenia? Po prostu przytłaczający.
 

 
Co za dzień.
Mam lenia dosłownie do wszystkiego.

A do zrobienia ciężki trening, przekopanie reszty ogrodu no i jeszcze znów wymiana przebitej dętki w tylnym kole od roweru. Oczywiście nie minęło naście godzin a Ciotka już mi o to ciurę wierci... co nie pomaga mi w powrocie do względnej równowagi.

W dodatku znajoma wyskoczyła mi dziś z tekstem żebym umówił ją na wtorek lub środę na wizytę u mojej fizjo, szczęśliwie godzina może być dowolna... A co ja do cholery - rejestracja? No krew zalewa.

A pieprzę to wszystko i idę dalej sapać. Trening zrobię wieczorem a reszta najwyżej poczeka do jutra.
 

 
Palomę Faith to lubię w każdym wydaniu.

O tak.
  • awatar old devil: @aeran: mnie w sumie nawet ciężko zdefiniować "za co". po prostu.
  • awatar aeran: Muszę powiedzieć, że Palomę również uwielbiam, już od pierwszego albumu, ale ostatnie wydawnictwo jest w sumie najsłabsze ze wszystkich do tej pory; trudno mi nawet określić dokładnie, czemu, może brzmi nazbyt mainstreamowo? Ale ona raczej nie zwalnia tempa i jeszcze zaskoczy, poza tym obstawiam, że na żywo te piosenki są dużo lepsze, w bogatej aranżacji z instrumentami etc.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na szczęście kopanie ogrodów ma się ku końcowi - został już "tylko" ten Ciotki. W dodatku to co dziś przekopałem, przekopane było już jesienią. Nie ma co - poleciałem jak dzik w lochę.
 

 
To z tą wypłatą - to chyba jednak się nie udało heh.

Swoją drogą, liczę na to, że ta podwyżka po okresie próbnym faktycznie przybierze jakieś realne kształty i że nie będzie tylko symboliczna.
 

 
Udało mi się dziś:
- kupić buty - wreszcie takie jak należy;
- wpaść do fizjo - co nie było przyjemne, bo z racji, że dość dawno nie byłem bolało jak rzadko kiedy. W życiu bym nie podejrzewał, że aż tak się pozbijałem choć przy obciążeniach na jakich obecnie pracuję można się było tego spodziewać.
- "Foka" moja - tj. ford focus. Od dziś jest już pod moją komendą na pełen etat. Fajnie - najmniejsze i najfajniejsze, moim zdaniem, auto jakie mogło wpaść w moje łapska.
- pierwszą wypłatę w nowej pracy otrzymałem 6.04. Dziś właściwie nie ma z niej już nic. Trudno, trochę czasu zajmie zanim dojdę do siebie pod kątem finansowym.

Najważniejsze, że mam w czym biegać. Problemy się nie kończą ale przynajmniej ten jeden palący wydaje się być zażegnany.
 

 
P. chyba się na mnie trochę sfochował.

Już nie raz coś tam dla niego rysowałem - w sensie jakieś meble.
Ale chyba nie do końca rozumie, że nie zawsze jestem w stanie znaleźć na to czas. Nawet przy założeniu, że można na tym zarobić.

Przejdzie mu.
 

 
No to jest różnica.
Cały tydzień wiosennego przekopywania ogrodów (a to jeszcze nie koniec).
6 dni biegania - razem 125 przekręconych kilometrów - to mój treningowy rekord.
Do tego wszystkiego jeszcze czwartkowy trening obwodowy.

Czasy takie, że muszę się z nimi oswoić, bo nie myślałem, że może być aż tak.
  • awatar Lalka Zombie: @old devil: ale Ty akurat fizycznie jesteś dość aktywny, a ja otatnio raczej wcale ;)
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: akurat na zakupy to i mnie nigdy nie chce się iść heh
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: akurat na zakupy to mi też nigdy nie chce mi się iść heh
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
W pracy klasa.
Drugi dzień samodzielnego jeżdżenia za mną.
Pierwszy dzień samodzielnej jazdy po mieście za mną.
Mistrzem kierownicy nie jestem ale gps ratuje sytuację.

A po pracy? Bieganie pomieszane z przekopywaniem ogródków - naprzemiennie - to Ciotki to sąsiada.

No i jest kwiecień - już kwiecień. Jak informują fejsbuki, do Babiej pozostało dokładnie 66 dni.