• Wpisów:3192
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:15
  • Licznik odwiedzin:108 533 / 3792 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tym razem pierwszy raz udało mi się wdrapać na Śnieżnik i na Czarną Górę. Całkiem fajny trening z tego wyszedł ale właściwie nie o tym miało być.
Strasznie mi żal z powodu tego co się dzieje, z powodu tego co muszę oglądać.

Jest grudzień - prawie połowa grudnia. Śniegu zero, ba! Nawet w górach, na Śnieżniku śnieg pojawił się dopiero na wysokości ok 1000m n.p.m.
Straszne.

Sami się zniszczymy.
 

 
Bez tych wszystkich przesadzonych make-apów i cudowania Lady Gaga jest na prawdę w porządku.
  • awatar preen: Widziałam zwiastun. Chyba jeden z lepszych filmów, które wyszły ostatnio
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy raz skorzystałem dziś z karty, którą wyrobiłem zaledwie kila dni.

Bardzo fajna sprawa. Nigdy wcześniej oczywiście nie miałem możliwości korzystania z tego ustrojstawa. A tu nagle okazuje się, że mam darmowy i nieograniczony dostęp do siłowni i większości okolicznych basenów co już jest całkiem super.
Celem oczywiście nie jest żadne pakowanie a regeneracja oraz stabilizacja, na które wcześniej poświęcałem zdecydowanie za mało czasu.
W związku z powyższym w końcu zacznę chodzić na saunę i basen (choć tu w grę wchodzi tylko moczenie, bo pływać w końcu nie potrafię). Dodatkowo zajęcia z szeroko pojętego rozciągania (w tym joga) oraz ze stabilizacji. Jestem pewien, że efekty będą rewelacyjne.
Do zdecydowanej większości wyżej wspomnianych elementów prawie nie miałem dostępu a jeśli już to co najwyżej okazjonalny. Po prostu nie miałem na to hajsów.

A dzisiejsze zajęcia? Pilates... niby bardzo nie męska sprawa ale kilka razy miałem już z nim styczność i wiem jak trudne są tego typu zajęcia.

---
W dodatku kartę otrzymałem kompletnie za friko. Wystarczyło złożyć wniosek.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Izery to nawet całkiem spoko górki.
Zwłaszcza gdy jechać w nie z dobrymi znajomymi.
 

 
A odnośnie szachów jeszcze...
Ok 3/4 czasu spędzam obecnie w ZSRR.
 

 
A poza tym?
Siedzę w bieganiu i w szachach.

I dobrze mi z tym. Nie ma co kryć.
 

 
Szkolenie w Warszawie było w porządku.
Ale sama Warszawa nigdy nie zrobi na mnie wrażenia.
  • awatar old devil: @mojaparanoja: ja to ogólnie najpewniej nie lubię miast, a już na pewno za nimi nie przepadam - nawet "mój" Poznań jest mi obcy.
  • awatar mojaparanoja: A ja lubię Wawe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pozostaje tylko czekać i mieć nadzieję na cud.

A przy okazji kawałek dnia pasujący mi jak ulał do tego całego zamieszania.
 

 
Cierpki w smaku jest strach.
I to bardzo.
 

 
I tak niepostrzeżenie, w dniu wczorajszo-dzisiejszym coś się zmieniło.
Oczywiście nie idzie tu o relacje międzyludzkie (bo tych zwyczajnie nie ma) ale i tak jest w dechę.

Na prawdę się cieszę.

Enigmatycznie - ale wystarczy.
 

 
Od jakiegoś czasu systematycznie pracuję z szachami.
Dwutorowo przecz można. Żeby nie zbzikować przy jednym temacie przerabiam jednocześnie dwie książki. Fajnie jest nie powiem.

Najważniejsze, że powoli faktycznie chyba widzę różnicę.
W miniony czwartek wybrałem się do klubu. W ciągu trzech godzin gry udało mi się wykonać jeden bardzo fajny ruch, którego nie byłbym sobie w stanie nawet wyobrazić jeszcze ok półtora miesiąca temu.

Odlotowe uczucie, zwłaszcza, że przeciwnik kompletnie nie zrozumiał jego celowości.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
No i jeszcze jedno.
Wolne się skończyło.

Od poniedziałku wróciłem do treningów.
Waga startowa - 64km. Zobaczymy jak będzie przed Babią czyli za ok 7 miesięcy heh.
Na chwilę obecną dosłownie zdycham przy każdym bieganiu ale przerwa bardzo pomogła, bo zdychają nogi a nie głowa.

Nic tylko spokojnie ćwiczyć.
 

 
A już 21-ego czeka mnie pierwsze zamiejscowe szkolenie.
W Warszawie.

Ta praca na prawdę niesie za sobą jakieś perspektywy.

---
No i bezapelacyjnie, im dłużej pracuję w tym miejscu tym bardziej mi się podoba. Czasami bywa nerwowo ale jeśli już tak się dzieje jest to spowodowane chwilowym natłokiem pracy, bo sama atmosfera jest na prawdę w porządku. Dzięki temu, przychodząc do domu nie stresuję się tym, że następnego dnia będę musiał znów tam wrócić (a tak było w ostatnim miejscu pracy). To na prawdę pomaga, pomaga żyć po pracy. I nawet to, że kasa jest mniejsza nie stanowi problemu - choć i na tej płaszczyźnie wszystko dosłownie co kilka miesięcy się zmienia i myślę, że za ok pół roku może będzie nawet już lepiej niż wcześniej, bo podwyżkę dostaję średnio co 2-3 miesiące, może i nie dużą ale systematycznie.

No fajnie no. Chyba jeszcze tak nie było, żebym miał aż taki spokój. A wiedzieć musicie, że to dla mnie najważniejsze.
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: nie no aż tak to chyba nie wygrałem. ale w kategoriach totka to na bank byłaby to czwórka a w przelotach nawet i piątka heh
  • awatar Lalka Zombie: lubić swoja prace to jak wygrac w totka :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wydawać by się mogło, że z kasą u mnie na prawdę krucho, zwłaszcza po ostatnim wpisie (no bo to jednak gruba lipa, nie mieć kasy na koncie nawet po to by awaryjnie zatankować paliwo) ale paradoksalnie już od jakiegoś czasu wszystko idzie w dobrym kierunku.

Nadal jestem na zero ale sytuacja z miesiąca na miesiąc faktycznie się poprawia.
Mimo, że z zewnątrz nie jest to widoczne, sam trzymam rękę na pulsie i po prostu widzę różnicę mimo, że nadal zarabiam mniej niż w poprzedniej nieszczęsnej pracy.
 

 
Miałem dziś dość daleki wyjazd służbowy - ok 180km w jedną stronę. Dużo, nie dużo, w każdym razie dalej niż zwykle.

Wczoraj, wiedząc, że popołudniowe tankowanie sprowadzi mnie do domu ponad godzinę później (popołudniowe korki) wszystko sobie dokładnie przekalkulowałem i wyszło mi jasno, że paliwa spokojnie wystarczy na ok 150km jazdy... no a po drodze po prostu zatankuję.
Musicie wiedzieć, że mam taką służbową kartę na paliwo - pokazuję ją na stacji, gdzieś tam przesuwam, pin, stuk, puk i zatankowane - nic tylko lecieć dalej. Tyle tylko, że tyczy się to tylko stacji Circle K.

No i co?
Tak, tak, dobrze się domyślacie - kiedy już zaczęło brakować paliwa (rezerwa świeciła się już ok godzinę) i sprawdziłem w necie gdzie jest najbliższa stacja wyżej wspomnianej marki okazało się, że dzieli mnie od niej ok... 60km.
No i w tym momencie zrobiło się ciekawie. Nie ma co, nie było mi do śmiechu, tym bardziej, że na koncie miałem grosze, a już w każdym razie kwotę, która w niczym by tu nie pomogła. Szczęśliwie udało się w końcu znaleźć litościwą duszę, która pomogła - choć i tu były niezłe przeboje, bo operacja blik, którą w końcu płaciłem za paliwo za pierwszym razem została odrzucona heh.

Oczywiście teraz mam już z tego ubaw ale było nieźle nie ma co. W życiu bym nie przypuszczał, że nigdzie w promieniu 60km nie będzie stacji paliw tego typu, zwłaszcza, że w moich okolicach jest ich "od nasrania", że tak nie ładnie się wyrażę.

---

Kiedy po powrocie zrelacjonowałem moją przygodę chłopakom ubaw był niezły ale jak się okazało do "perfekcji" jeszcze mi bardzo daleko. W przeszłości zdarzały się już nawet akcje z przerzucaniem pięciolitrowych kanisterków paliwa przez bariery ochronne na autostradzie celem reanimacji auta, które dosłownie stawało z braku paliwa hehe.
Jeny do jakiego ja cyrku trafiłem - normalnie na samą myśl o czymś takim dosłownie płaczę ze śmiechu - choć to przecież bardziej dramatem pachnie.

Tak siak czy owak, szczęśliwie, znów spadłem na cztery łapy. Co więcej odebrałem bardzo dobrą lekcję na przyszłość i to na prawdę niskim kosztem.
 

 
Co jak co ale upór w bieganiu pomaga - i to bardzo.
Ale z drugiej strony to właśnie z jego powodu bardzo ciężko, o ile w ogóle, przychodzi mi przyjmowanie jakiejkolwiek pomocy.

Niestety powyższe nie tyczy się tylko biegania.
 

 
Byłem dziś znów na rybach - zrobiłem sobie takie małe "zakończenie sezonu".
Woda cicha - dosłownie - wystarczył spadek temperatury i ryby dosłownie zniknęły - zwłaszcza okonie. Ciekawa sprawa.

Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że wracając, kiedy bylem jeszcze na wyspie, pierwszy raz na żywo z bliska (ok 100m) zobaczyłem bielika - niesamowity ptak! Niesamowity!
Wystarczyło, że wzbił się w powietrze a w promieniu ok 300m dosłownie wszystkie ptaki wpadły w panikę. Nawet większe od niego łabędzie.

Fajnie - bardzo fajnie.
Kurde, czasami na prawdę mam szczęście. I mimo, że to tylko pierdół (w końcu to tylko ptak) na prawdę działa w moim wypadku cuda.
  • awatar preen: @old devil: to fajne rejony :) u mnie można jedynie bociana spotkać
  • awatar old devil: @preen: a ponoć właśnie, na tej wyspie regularnie gniazduje para. co nie zmienia faktu, że bardzo się cieszę.
  • awatar Szkotka: Super!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Oczywiście fajnie, że 12-stego będzie wolne. Super, skoro dają... dlaczego nie?
Ale jeśli w tym kraju decyzje zapadają tak błyskawicznie to na prawdę czasami przechodzą mnie dreszcze. Już nie wspominając o tym, że jeśli ktoś np. od roku czeka na operację, którą miał mieć właśnie tego dnia...

Oczywiście słyszałem już, że tego dnia ileś tam lat temu miał premierę film "O dwóch takich co ukradli księżyc", no ale mimo wszystko odczucia mam dość ambiwalentne.
  • awatar old devil: @Zamota: każdy ma swoje dramaty. z ciekawostek, osoby, które miały na jutro wyznaczone sprawy, przynajmniej w sądzie w którym pracuje mój znajomy, zostają przeniesione na koniec kolejki...
  • awatar Zamota: @mojaparanoja: System obsługi telewizji szpitalnej też pracuje :)Dzisiaj też. Wysłuchuję od ludzi, że to jakiś koszmar, że technik będzie dopiero we wtorek :) No cóż, ja tego nie wymyśliłam :)
  • awatar old devil: @mojaparanoja: dobrze wiedzieć. co nie zmienia faktu, że pomysł nadal średnio mi się podoba.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak żeby kompletnie nie przestać się ruszać od czasu do czasu jednak staram się... poruszać. Zresztą takie też dostałem zalecenie od Fizjo. W sensie - żebym nie skakał ze skrajności w skrajność, bo to nie dobrze.
Stąd polazłem dziś na grupowe zajęcia ogólnorozwojowe. Biegania w tym tyle co nic ale te wszystkie brzuszki, przysiady i inne dyrdymały nie mniej dają w kość.

Ale to nie to jest najważniejsze, najważniejsze jest to, że trener prowadzący zajęcia zwrócił mi dziś uwagę, że moja lewa noga jest znacznie słabsza od tej prawej.
Wiedziałem to od dawna ale nie myślałem, że ta różnica jest aż tak duża... że aż ją widać.
Nieźle, nie ma co.
To z kolei daje kolejne możliwości poprawy, bo gdyby tak popracować nad tą lewą nogą... W końcu zawsze lepiej mieć dwie silne nogi niż jedną.

No ale tym zajmiemy się po przerwie.
Chwilo trwaj heh.
 

 
Odpoczywam od dwóch tygodni.
M. swoje treningi zaczął już teraz (dla niego minął już czas odpoczynku).
Poza tym już teraz zapadają pierwsze rozstrzygnięcia co do startów - w sensie już teraz odbywają się losowania kwalifikacyjne.

Szczęśliwie - moje biegi są na tyle niepopularne, że z zapisami nie ma zwykle najmniejszego problemu.
No a poza tym, póki co odpoczywam.
Sama wizyta u Fizjo poszła super. Jej zdaniem mój organizm na prawdę szybko się adaptuje. No i z nogami było znacznie lepiej niż przypuszczała, że będzie.
 

 
Prezes, po tym jak zagadnął mnie znów o bieganie, stwierdził, że kiedy tylko mnie o to zagadnąć od razu świecą mi się oczy. I że to strasznie człowiekowi humor poprawia.

Miłe to - nie powiem ale momentami, aż mi głupio heh.
Co nie zmienia faktu, że miło obracać się w środowisku, które przynajmniej akceptuje zainteresowania. Pozwala to na spokojniejsze działania.