• Wpisów:2982
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:wczoraj, 00:04
  • Licznik odwiedzin:105 041 / 3470 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Młody wracając dziś do dom zapomniał zabrać ze sobą butelkę Pepsi.

Aby przetestować własne możliwości postanowiłem, że butelka zostanie w pokoju.
Może to śmieszne ale w tym momencie na prawdę serwuję sobie test silnej woli heh.
 

 
A samo bieganie?
Ten tydzień był jakiś kompletnie pokręcony.
Już we wtorek zrobiłem więcej niż powinienem, w końcu kumpel po kontuzji wraca do biegania, no to najpierw potruchtałem z nim a później zrobiłem swoje.
Szybka środa.
Sobota na Ślęży (mega pogoda się nam udała - nie ma co) no i dzisiejszy dzień też pokręcony na maksa.
Właściwie tylko czwartek obył się bez dodatków.

W efekcie w ciągu ostatniego tygodnia zrobiłem 116km. Obłęd. A przecież biegam tylko 5 razy tygodniowo.

Nawet M. pytał jak się czuję.
Ale czuję się po prostu normalnie.
 

 
Od jakiegoś czasu - mniej więcej od ok roku - ludzie zaczynają dostrzegać moje bieganie. Taki efekt "uboczny" tego, że faktycznie mocno się w to angażuję.

Dwukrotnie pojawiły się już nawet propozycje "sponsorowania" moich poczynań. Wiem też o dwóch innych firmach, które "przygarniają" sportowców amatorów hurtowo.
W obu przypadkach zdecydowanie odmówiłem. Do firm, o których wspomniałem, na pewno też nie zapukam.

Nie interesuje mnie sponsorowanie na zasadzie - my ci 2-3 stówki (tudzież opłacony pakiet startowy + koszulka/buty) a ty latasz w naszej koszulce do końca życia + na fejsie coś tam czasami o nas wspomnisz. No i to zaskoczenie na dźwięk słowa "nie".

A wczoraj było chyba apogeum - przynajmniej jak dotychczas. Rozmowa o tym, że mógłbym założyć fanpejcza, jakiś kanał na jutubie, poszukać jakichś sponsorów i żyć z biegania. I nawijanie tego typu makaronu przez pół godziny. Lubię P. nie powiem ale czasami przesadza. A w dodatku kiedy już otrzymał odpowiedź odmowną mógł sobie darować komentarze typu - "...za kilka lat będziesz żałował, że straciłeś taką szansę". Gdybym się w to wpakował żałowałbym już po tygodniu, bo bezpowrotnie straciłbym jedną z tych nielicznych rzeczy, której nikt nie może mi odebrać.

Oczywiście rozumiem, że z boku moje zachowania mogą wydawać się dziwne ale wbrew wszelkim pozorom mają one w sobie ukryty sens. Inna sprawa, że nie zamierzam nikomu tłumaczyć siebie.

Pogadałem o tym z Sis i ta dodatkowo utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobrze robię.

Temat poruszyłem także z M. i ten otwarcie powiedział co i jak, że to trudna sprawa - a temat zna z autopsji, bo w końcu z tego żyje.
No i dodał - "chcą Cie sponsorować? 10tys. rocznie". I ma to sens, bo pakowanie w układy na których tyko się traci i mnie nie kręci.

Pomieszanie z poplątaniem.
Rozmowa wczoraj a ja zgotowany zgotowany jestem do teraz. Ech.
  • awatar old devil: @aeran: tu nawet nie idzie już o to ile można by lajków czy obserwatorów zdobyć. po prostu źle bym się z tym czuł - niezależnie od efektów jakie by to przyniosło. a to "coś więcej" o czym wspominasz, paradoksalnie, we mnie zabiłoby całą tę pasję. przynajmniej tak czuję. no i... mimo, że na to nie wygląda, bo w końcu prowadzę jakiegoś bloga i to już dość długo, na prawdę nie jestem emocjonalnym ekshibicjonistą... no i nie kręci mnie też pisanie dla samego pisania czy jakaś tam mętnej wartości "sława". jest dobrze jak jest. nikt nie patrzy mi na ręce (czy też nogi). robię swoje i jest ok.
  • awatar aeran: Potwierdzam, dobra decyzja. Irytuje mnie ten trwający trend, że każde hobby musi zaraz zostać przekute na jakąś działalność i pieniądze; nie można już sobie po prostu biegać dla samego siebie? To nie tak, że biedujesz, albo masz potrzebę bycia sławnym. Do prowadzenia blogów czy fanpejdżów potrzeba czegoś więcej, niż pasja, to nie jest dla każdego. Przecież istnieje już x takich miejsc w internecie, po kij kolejne, które raczej niczym szczególnym by się nie wyróżniało? Ile to osób znajomych brało się za blogi i kanały, a potem rzucało je w cholerę, bo okazywało się, że nie potrafią zdobyć więcej niż 100 obserwatorów, że nieopłacalne...
  • awatar mojaparanoja: no wiadomo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dzisiejszy wypad na Ślężę całkiem spoko.
Męczący ale spoko.

Jedyny minus właściwie taki, że bieganie w "gładkich" butach na śniegu nie jest super fajne. W efekcie bardzo musiałem uważać. No ale nie o szybkość tu dziś szło.

No i już jestem w chacie.
 

 
Bieganie na bieżni za mną.

Jeny jakie to upierdliwie upierdliwe ale i tak lepsze to niż gdybym miał nie zrobić niczego.
 

 
"Brzydula"

Od dłuższego czasu nawet regularnie oglądałem. A bo to mniej więcej o tej porze zwykle wracam do domu z treningu.

Dziś wyemitowali ostatni odcinek.

Całkiem spoko serial. Pozytywnie śmieszny i pozytywny zarazem. Nawet się przywiązałem.
I co ja teraz będę "oglądał" o tej porze? Chyba znów przerzucę się na tvn'owskie para-dokumenty.

No to wyszło na to, że męski jestem jak diabli heh.
  • awatar preen: @old devil: dokładnie, ale dla mnie jeden wątek był najważniejszy, czyli Marek i Ula i na takie rozwiązanie czekałam. chociaż oglądałam ten serial w całości chyba 4 razy :)
  • awatar old devil: @preen: eee ostatni odcinek to sobie nawet drugi raz obejrzałem w necie - choć przyznać muszę, że akurat ten jak i kilka ostatnich odrobinę mnie rozczarowały. można było odnieść wrażenie, że zbyt dużo wątków zostało w nich zamkniętych wręcz na siłę. zupełnie jak gdyby skończył się budżet przeznaczony na tę produkcję.
  • awatar preen: To samo pomyslalam! Co a teraz bede ogladac!? No i jeszcze sie poplakalam na ostatnim odcinku, wiec juz w ogole :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Swoją drogą, tak jeszcze odnośnie siłki.
Już kilkukrotnie spotkałem na niej starsze małżeństwo - na moje oko po 60-ce. Już samo to, że im się chce, od początku zrobiło na mnie duże wrażenie.

Ale kiedy dziś zawiązała się rozmowa na temat rozciągania (w ogóle ostatnimi czasy sporo ludzi w moim otoczeniu pyta się o rady) na prawdę rozłożyli mnie na łopatki.

Oboje ruszają się od ok 4 lat. Odrobina siłowni, trochę pływania, spacerów... Ona w tym czasie schudła 26kg, on 52.
Dosłownie szczena mi opadła tym bardziej, że z wiekiem przemiana materii, metabolizm... wszystko zwalnia. Jest trudniej.
Kosmos, po prostu kosmos.
 

 
Od jakiegoś czasu regularnie chodzę na siłownię. Średnio 2-3 razy w tygodniu.
Żeby nie było niedomówień - nie pakuję nic a nic. Chodzę z kumplem. Jemu samemu by się nie chciało mimo, że chce się ruszać. Z kolei ja sam, nie chcąc zostawiać go samemu sobie, stwierdziłem że skoro mam już chodzić to wypadałoby robić coś więcej niż tylko gadać. I tak zacząłem się rozciągać na tej siłowni. Super sprawa, na prawdę super - to był dosłownie genialny pomysł, bo treningi biegowe robię zwykle na maksa ale rozciąganie po nich zwykle traktuję już na pół gwizdka, bo od razu goni mnie milion innych rzeczy.
A teraz, dzięki tym przymusowym wypadom na siłkę na prawdę zaczynam czuć różnicę.
 

 
Dieta.

Z racji zmiany pracy (no dobra zmieniłem ją na jeden dzień heh) dałem znać dietetyczce, że może się okazać, że będę potrzebował więcej kalorii.

No to poczyniła zmiany. Drugi dzień z rzędu jadłem obiad przez godzinę... wczoraj nie miałem siły nawet na kolację.

Oczywiście szybo wszystko z nią skonsultowałem, no bo w końcu nie będę jednak pracował w tym miejscu.
Wiem już jakie zmiany nanieść więc nie będzie dramatu.

Swoją drogą, od jakiegoś czasu pozwalam sobie na małe grzeszki. Domowe pierniki to jednak coś czemu nie mogę się oprzeć.
A w minioną niedzielę zjadłem nawet kawałek czekolady - tak z przypadku. I dobry był ale... bez jakichś tam rewelacji.
Wcześniej było jednak zupełnie inaczej, bo od razu miałem ssanie na więcej i więcej.

Ale napojów słodkich konsekwentnie nie dotykam. I to mi się podoba. Na zawodach najpewniej sobie na to pozwolę tym bardziej, że to pomaga ale nie na co dzień.
 

 
Zawiecha dziś jak sto - zapomniałem o wizycie u fizjo.
Ech. Co za ciapa.

No i śnieg spadł. W dodatku nie stopniał - zupełnie jak gdybyśmy mieli zimę. Fenomen jakiś.

Bieganie w śniegu to coś co nigdy mnie nie kręciło. W związku z tym najbliższe dni będą mnie boleć. Zwłaszcza, że aby wykonać szybsze jednostki (bosz jak to brzmi, zupełnie jak gdybym się znał na bieganiu - komedia) będę musiał wleźć na bieżnię - a tego nie cierpię.

Szachowy prezent gwiazdkowy od D. fantastyczny.

Praca. Rozsyłam - czekam.

A teraz jeszcze na siłownię, może jakiś film i sen.
 

 
A i jeszcze jedno.
Nie, że mam coś do pracodawcy.
Specyfika branży w której działa jest jaka jest. W sumie to on sam nie ma na to wpływu.

Ale sam po prostu nie jestem tak w stanie - nie byłbym.
A nawet gdybym już został zmuszony - pryknąłbym za granicę żeby chociaż siano się zgadzało.
 

 
...ostatni.

Miał być zapieprz ale bez przesady.
12h dziennie 7 dni w tygodniu, w dodatku także praca w nocy. Nawet w święta pracują.

Aż tak do muru przyparty nie jestem. I miejmy nadzieję, że nigdy nie będę.

Sama praca nie byłaby nawet najgorsza ale nie w takim wymiarze czasu.
---
Inna rzecz, że wystarczyło dosłownie kilka godzin w tych warunkach bym zrozumiał jak ważne jest dla mnie teraz chociażby bieganie które, chcąc ciągnąć tę pracę, musiałbym chyba zupełnie zaniechać.
Nie mam nikogo, dziewczyny, żony, dzieci. Jedyne co trzyma mnie przy życiu to moje zainteresowania, bez tych to byłaby już równia pochyła.

---

I jeszcze jedno. Na prawdę podziwiam ludzi, którzy są w stanie tyle pracować.
  • awatar old devil: @Lalka Zombie: tak, tak - Ukraińców bardzo dużo. zresztą nic złego w tym nie widzę - w końcu swego czasu sam pracowałem w UK, choć nawet tam nie pracowałem aż tak dużo, no i za inne pieniądze (choć i oni przecież najpewniej myślą tak o pracy u nas). a skąd mają siły? - właśnie wspomniana przez Ciebie "rodzina" = motywacja nie do zdarcia. ale Polacy?, noooo to już dla mnie na prawdę zagadkowa sprawa, bo gdyby te stanowiska były jeszcze obłożone mniejszą ilością godzin pracy... ale jest dosłownie tak samo. przerąbane.
  • awatar old devil: @bitwoman: ja to sobie właśnie tym tłumaczę - w sensie, że ludzie którzy tam pracują są po prostu do tego zmuszeni. zresztą sam nie wiem - inna rzecz jest taka, że przy kasie jaka jest tam oferowana (i to nie za najniższe stanowisko) chyba zwyczajnie opłaca się zarabiać nawet mniej zyskując przy tym czas dla siebie. w każdym razie jest to dla mnie swego rodzaju fenomen.
  • awatar Lalka Zombie: @bitwoman: zazwyczaj pracuja tam ukraincy. oni mają niesamowita siłe fizyczną, wytrzymałość i raczej rodzinę na Ukrainie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dostałem dziś najprawdopodobniej ostatni "tegoroczny" prezent gwiazdkowy.
Książka szachowa - sztuka ataku.
Miły gest.
 

 
I jeszcze na dobranoc.
 

 
To już dziś.
Zapisy na Babią.
 

 
Bywa, że poznaję ludzi, o których wiem już na starcie, że po prostu nie będę w stanie ich strawić.

Nowy facet na szachach i już po 5 minutach zaczyna nawijać, że w Polsce to same klity, że sądy nie uczciwe, że wszelkie izby nie uczciwe, że wszystkie instytucje go oszukują, że nic nie można osiągnąć, że to, że tamto, że sramto...
A niech i on sobie myśli co tylko chce - nikomu nic narzucać nie zamierzam ale niech też przy okazji takimi bredniami dupy mi nie zawraca.

Krew zalewa.
 

 
Oliwka + papryczka chili też wchodzi świetnie.
O tak.
 

 
No to najpewniej od poniedziałku zaczynam nową pracę. A właściwie na pewno.

Szykuje się niesamowity zapieprz ale wreszcie dający realne perspektywy rozwoju i możliwość zdobycia jakiegoś sensownego doświadczenia zawodowego. A właśnie tego najbardziej mi potrzeba - czegoś co będę mógł wpisać w CV.

No i wydaje się także, że będzie ambitnie.

---
Jestem ciekaw jak ja to z treningami pogodzę ale jakoś będę musiał, bo nie ma opcji, żebym odpuścił.
 

 


No, tam to się będzie nieźle biegać.
 

 
Gdy powiedziałem dziś Pani Doktor, że badania przydałyby mi się, ponieważ poprosiła o to moja dietetyczka potraktowała mnie słowami bym lepiej na przyszłość o tym nie mówił, bo lekarze traktują dietetyków trochę jak sprzątaczki... aż mi szczena opadła.
W ogóle raczyła zaznaczyć, że wszyscy lekarze są bardzo podejrzliwi wobec stosowania diety w przypadku gdy nie ma się otyłości.

Kurczaki, ja jej na serio musiałem wytłumaczyć, że tu nie o chudnięcie idzie a o zmianę bardzo złych nawyków żywieniowych i o sport. Marudziła coś pod nosem dopóki nie wytłumaczyłem jej jak wcześniej się odżywiałem i w jaką aktywność się bawię.

---
W szoku byłem - nawet jeszcze po wyjściu, bo że dla mnie, zwykłego laika, jeszcze kilka miesięcy temu synonimami słowa dieta były odchudzanie czy walka z otyłością. Ale, że lekarz?
Nieźle, nie ma co.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiejszy dzień był ciekawy.
Jutrzejszy (a w zasadzie dzisiejszy) zapowiada się na jeszcze ciekawszy.

A więc:
- z jednej rozmowy wstępnej zrezygnowałem - w myśl zasady, że przynajmniej po części chcę robić coś co nie będzie mnie męczyć;
- na rozmowę idę jutro - najpewniej do kołchozu ale za to takiego co to jest znacznie bliżej niż ten, w którym miałem zjawić się dziś... zapowiada się zapieprz ale przynajmniej blisko no i kasa całkiem spoko - w sensie nawet lepsza niż miałem jak dotąd;
- znalazłem też ofertę, która na serio mnie zainteresowała ale co z tego wyjdzie pojęcia nie mam, zwłaszcza, że CV'ki będą przyjmować do końca tego tygodnia (skąd wiem, oferta zainteresowała mnie na tyle, że nawet przedzwoniłem);
- dostałem też skierowanie od lekarza (a w zasadzie lekarki) na ogólne badania. dietetyczka chce sprawdzić czy nie dowalić mi czegoś więcej w diecie;
- spotkałem się ze znajomą z pracy;
- trening wyhaczyłem + rozciąganie na siłowni;
- do tego oczywiście szachy;
- no i nowy chleb dziś zrobiłem - jeden neutralny dla młodszej Sis, drugi już zbajerowany - z ostatnią papryczką czili i z zielonymi oliwkami - zapowiada się nowy ciekawy smak.

A no i jeszcze zapisałem się na jeden z czterech biegów w jakich wezmę udział w tym roku. Na Bojko Trial - pierwsza edycja - cała trasa (ok 120km) poprowadzona będzie szlakami ukraińskich Bieszczad. Oj to będzie odlot.

A teraz padam na pysk.

Jutro?
Pobudka na 7.
- trzeba będzie zrobić śniadanie, choć tknąć go nie będę mógł póki z badań nie wrócę, bo trzeba oczywiście na czczo;
- na 10.00 rozmowa;
- następnie trening - siła biegowa, oj to nie będzie przyjemne doświadczenie;
- wieczorem siłownia - co by się odrobinę porozciągać po tych biegowych katuszach, które mnie czekają;
- a o 20.06 ruszają zapisy na coś na co czekam i czekam - na 6xBabia.
Wymieszam sobie to wszystko jeszcze z porcyjką szachów i będzie odlot.

Swoją drogą od dziś do Babiej - 5 miesięcy.

----
Edit po czasie - ja to jednak mam zaćmę - zapisy na Babią jednak dopiero w piątek. Ale dla mnie to i tak jakby miało być jutro. Wreszcie.
 

 
Świąteczny chleb przekombinowałem.
Z orzechami, rodzynkami i żurawiną jest ok. Ale suszona morela już przesłodziła sprawę.

Za to w tym najnowszym jestem zakochany. Chleb z papryczką chili to był strzał w dziesiątkę. Obok czosnkowego jak na razie mój faworyt (nawet nie wiem który lepszy).

Oby więcej takich pomysłów. I nie ważne, że smakuje tylko mnie - najważniejsze, że smakuje... mnie heh.
  • awatar .adorable: @old devil: Dzisiaj znów jadłam ten chleb :D a jak pomyślę jak smakowałby z masłem czosnkowym to o mamusiu!
  • awatar old devil: @.adorable: to jest klasa sama w sobie.
  • awatar .adorable: Moja szefowa robi domowe chleby ze słonecznikiem, dynią, żurawiną. Jakie to dobre i sycące.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A i jeszcze odnośnie pracy, bo to teraz trendy temat heh.

Teraz znajdę taką, która będzie mnie interesować.
Nie chcę już robić nic na siłę jak to było dotąd.

I nie idzie o to bym każdego dnia jak na skrzydłach wylatywał rano z domu ale by mnie to wciągało choćby po części.
 

 
Z racji ładnej pogody, pierwszy raz w tym roku wyszedłem na trening na lekko.

Nie ma co - ciekawa sprawa.
 

 
Sobota.
Wedle wczorajszego założenia pogadałem dziś z Ciotką. Przyjęła to nawet lepiej niż sądziłem.
Pomogłem sobie też i tym, że po zamknięciu tematu od razu poszedłem na trening. Dałem jej czas na przemyślenie sprawy.
Tak więc najgorsze za mną. Teraz będzie już tylko z górki.

Poza tym, jak to ja, myślę sobie, że tak miało być.
 

 
Rok 2018 zapowiada się na prawdę ciekawie.

Dostałem dziś wypowiedzenie.

Wcześniej myślałem jeszcze, że zrobię na koniec jakąś awanturę ale się opanowałem. Bo i po co?
Nie miałem zamiaru dawać im satysfakcji.

I wiecie co, gdyby nie to, że muszę powiedzieć o tym rodzinie czułbym się z tym nie najgorzej.
To nigdy nie było miejsce dla mnie.
  • awatar old devil: @mojaparanoja: porozumienie stron ale jakieś grosze najpewniej będą. paradoksalnie cieszę się, że mam ich już z głowy - to najważniejsze.
  • awatar old devil: @.adorable: gorzej już być nie mogło, a przynajmniej teraz tak myślę.
  • awatar old devil: @Wapń: nie zdążyłem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Pierwszy był ciekawy.
Drugi jeszcze ciekawszy. Co bynajmniej nie znaczy, że łatwiejszy - ba! Trudniejszy.

Kurde, coś musi się zmienić! No musi.

Nie mogę tak bez końca dryfować.

Problem w tym, że mógłbym robić w życiu chyba wszystko ale jak to zostało już słusznie zaznaczone - kiedy coś jest do wszystkiego to jest do niczego.
 

 
Jeśli cały rok ma być taki jak jego pierwszy dzień to będzie ciekawie heh.
 

 
Wedle tego co sugeruje mi zegarynka, w minionym roku:
- przebiegłem 3790km przy okazji pokonując w pionie ponad 67km.
No i niby spaliłem 274473 kalorie.

Jakiś obłęd.
 

 
Normalnie mam postanowienia noworoczne, wcześniej raczej się nie zdarzało.
Myślę sobie, że będzie to rok pełen zmian i pełen wyzwań.

A więc, w kolejności losowej:
- ruszyć temat pszczół (zresztą już wstępnie coś w tym kierunku zrobiłem)
- zacząć naukę języka rosyjskiego - chodzi przede wszystkim o umiejętność czytania. idzie o szachy i o przerabianie materiałów w języku rosyjskim, bo to właśnie literatura w tym języku jest najlepsza;
- praca z inżynierką, nie wiem czy to będzie już finał ale konsekwentna praca to podstawa no i jeszcze junak rzecz jasna;
- praca z szachami ale też konsekwentna - nie taka bez składu i ładu jak to było wcześniej;
- bieganie - jak zwykle - słów na wiatr wolę nie rzucać, 4 starty przede mną, trzy setki plus jedna pięćdziesiątka dla zabawy, oczywiście liczy się tylko Babia ale co będzie?;
- trzymać się diety, nie powinno być jakoś strasznie trudno ale wiem, że granica jest cienka;
- zmiana pracy;
- dorabianie z inventorem, przynajmniej na razie, na boku;
- więcej snu,
- przepieprzać mniej czasu.

Ależ się nazbierało heh.